sobota, 21 października 2017

HIT: Matowe pomadki True Color od AVON | swatche

Hej! Na dziś znów przygotowałam swatche pomadek i znów nie byle jakich - jednych z moich top pomadek matowych. Może zdziwi Was fakt, że to pomadki z Avonu, ale mnie też nadal zaskakuje, że jedne z lepszych matów ma w ofercie właśnie Avon. W katalogu nazwane "matową szminką True Color", są jednocześnie trwałe, kryjące i mają lekką formułę nie wysuszającą ust.

Od razu przestrzegam Was przed jasnymi odcieniami z tej serii. O ile wszystkie nasycone, ciemniejsze kolory, nawet te umiarkowanie jasne i pastelowe są super, tak najjaśniejsze odcienie to prawdziwy koszmar. To aż dziwne, że w obrębie jednej linii znalazły się produkty bardzo dobre jak i totalnie beznadziejne. Te jasne kolory fatalnie się rozprowadzają, wyglądają jak zwarzone, więc omijajcie je szerokim łukiem (na szczęście tych odcieni jest dosłownie kilka, unikałabym Perfectly Nude i Posh Petal). Za to pozostałe kolory - bajka!


Pomadki przede wszystkim polubiłam za wyjątkową formułę, bardzo lekką i aksamitną, która w ogóle nie jest twarda i tępa jak w przypadku większości matowych pomadek. Na ustach przypomina mi nieco konsystencję musu, chociaż oczywiście nie jest to żaden mus, ale chodzi mi o tę lekkość i łatwość w aplikacji. Dzięki takiej formule są to jedne z najmniej wysuszających usta pomadek, bardzo komfortowe w noszeniu. To takie maty, które będzie łatwiej oswoić osobom nielubiącym tego wykończenia i uczucia ściągnięcia na ustach.

Na plus także pigmentacja, mocna, bez zarzutu. Opakowania są również matowe, co fajnie wygląda, ale niestety trochę się brudzą. Trwałość również oceniam dobrze, podobnie jak efekt na ustach: satynowo-matowy. W gamie jest kilka przepięknych odcieni, ale dominują raczej żywe, intensywne kolory. Jeszcze raz przestrzegam przed najjaśniejszymi odcieniami!


PINK PASSION | To jeden z "koszmarków", najjaśniejszych odcieni. Fatalnie się rozprowadza i wygląda na ustach naprawdę słabo. Jedyny z moich kolorów na swatchach, którego Wam nie polecam, sama mam go na szczęście tylko w postaci małej próbki. Odcień też nie w moim guście, bardzo jasny, różowo-brzoskwiniowy, za jasny! Odcień chyba i tak wycofany, więc żadna strata.


PURE PINK | Zaczynamy już serię tej dobrej reszty, a jako pierwszy Pure Pink - ciepły, różowo-łososiowy odcień. Ładny, nie rzucający się w oczy, wiem że wiele z Was lubi takie kolory na co dzień. Sama chętnie po niego sięgam, bo pasuje do wszystkiego.


ROUGED PERFECTION | Bardzo podobny odcień, ale mniej różowy i jaśniejszy (coś w stylu 'moje usta, ale lepsze'). Odcień był wprowadzony na wiosnę i został już wycofany ze stałej serii, jednak poprzedni Pure Pink jest do niego naprawdę podobny.


IDEAL LILAC | Dość jasny, chłodny róż z domieszką liliowego fioletu. Bardzo lubię takie kolory zarówno latem jak i zimą. Nie dla każdego, ale potrafi wyglądać super, więc jeśli gustujecie w takich klimatach to warto zwrócić na niego uwagę.


VIBRANT MELON | Wspaniały odcień na lato! Mega intensywny, prawie neonowy różowo-koralowy. Idealny na fanek żarówiastych pomadek, moim zdaniem świetny.


SPLENDIDLY FUCHSIA | Mamy także klasyczny, intensywny róż, również bardzo mocno nasycony.


CORAL FEVER | Kolejny z letnich, ,żywych odcieni to Coral Fever - pomarańczowa czerwień. Przypomina mi Lady Danger z MAC.


REVISHING ROSE | Ten odcień kupiłam jako pierwszy i totalnie przepadłam! Revishing Rose to idealna malina, którą ciężko czasem znaleźć. Odcień dokładnie między różem a czerwienią, świetny!


ADORING LOVE | Na pozór zwyczajny, ale nie mam o dziwo niczego podobnego. To taki fajnie wyważony róż, z jednej strony dość żywy, ale delikatnie przybrudzony i ciepły. Rzadko widuję taki odcień wśród innych marek.


MARVELOUS MOCHA | To najczęściej używany przeze mnie odcień, perfekcyjny na jesień. To taki karmelek - coś między beżem, a brązem. Mocno ciepły, ale nie aż taki pomarańczowy jak wyszedł na moim zdjęciu ;).


RED SUPREME | Klasyka - piękna, ciemniejsza czerwień. Bardzo elegancka.


Jeśli nadal nie jesteście przekonane, a Avon Was odstrasza to polecam sprawdzić próbki pomadek. Można je zamówić często nawet po złotówce, a taka mini-pomadka wystarczy na kilka aplikacji. Połowa mojej serii to właśnie próbki :)!


czwartek, 19 października 2017

Guerlain SAMSARA

Zdecydowanie zbyt rzadko na blogu pojawiają się recenzje zapachów, więc dziś aby to trochę odmienić mój ostatni nabytek odhaczony z perfumowej wishlisty - Samsara od Guerlain. Jest to zapach z 1989 roku, dziś na pewno już nie jest dokładnie taki sam, ale wciąż ma w sobie dawny urok, a ja mam wielką słabość do takich niedzisiejszych kompozycji. Guerlain to marka, którą bardzo cenię właśnie za perfumy, w końcu mój ukochany, zimowy Shalimar to oczywiście zapach od Guerlain. Samsarę kupiłam na iperfumy, gdzie jeszcze załapałam się na promocję i finalnie wydałam znacznie mniej niż w perfumerii.

Samsara to zapach orientalno-drzewny, mocny i zdecydowanie wieczorowy. Z całą pewnością specyficzny i niepodobny do zapachów aktualnie wprowadzanych na rynek (zwykle lekkich i bardziej słodko-ulepkowych). Samsara jest w moim odczuciu takim ciężkim, wręcz drapieżnym zapachem i jednak dość mocno orientalnym, co oczywiście trzeba lubić i umieć odpowiednio nosić. Ja z Samsarą swoją przygodę dopiero zaczynam, choć przymierzałam się do niej od roku testując ją kilkukrotnie w perfumeriach ;).


Zerknijmy na nuty zapachowe. W górnych nutach (nutach głowy), czyli tych odpowiadających za pierwsze wrażenie, mamy ylang-ylang, cytrynę, nuty zielone, bergamotkę oraz brzoskwinię. Odbiór zapachu to kwestia totalnie subiektywna, a ja nie jestem specjalistą w tej dziedzinie, więc Wy niekoniecznie będziecie czuć to samo. Ja w pierwszym momencie wyczuwam najmocniej ylang-ylang (który sprawił, że zwróciłam uwagę na Samsarę), czuję też orzeźwiającą cytrynę i bergamotkę, brzoskwini z kolei jakoś nie bardzo. Pierwsze wrażenie ustępuje jednak dość szybko i już po kilku minutach zapach wyraźnie się zmienia. Potem czuć mocno drzewo sandałowe, zapach staje się cięższy, wychodzą bardziej orientalne nuty, a początkowe "orzeźwienie" zupełnie znika. Dla mnie to zapach pikantno-pudrowo-waniliowy, z dodatkiem kwiatów (róża, jaśmin). Irys i fiołek zapewne odpowiada za tę jego pudrowość. Pod koniec noszenia łagodnieje, znika gdzieś cała ostrość, staje się bardziej kadzidlany i waniliowy, subtelniejszy.



Samsara jest bardzo mocnym i bardzo trwałym zapachem. Trzeba uważać z dawkowaniem, bo łatwo przedobrzyć, a wtedy nietrudno o ból głowy. Moja Samsara to woda perfumowana (EDP 50ml), przy tej mocy pewnie nigdy jej nie zużyję ;). Zazwyczaj kupuję mniejsze pojemności (30ml), bo mam trochę różnych perfum, ale cenowo bardziej się opłacało wziąć 50ml - w cenie 174zł (tutaj macie dokładny link do Samsary na iperfumach).


Jeśli lubicie orientalne zapachy, albo inaczej - chciałybyście wypróbować coś w orientalnym charakterze, ale nie takiego 100% orientalnego, mało "noszalnego" to warto sprawdzić Samsarę. Jest to co prawda zapach bardzo oryginalny, ale da się go oswoić i nie czuć się w nim jak wyjęte z filmu Bollywood. Jeśli znacie ten zapach to dajcie koniecznie znać co o nim sądzicie, jestem bardzo ciekawa, bo przypuszczam, że to ten rodzaj perfum, które się kocha albo nienawidzi! Ponoć zapach przed reformulacjami był jeszcze ciekawszy, ostrzejszy, ale niestety nie było mi go dane poznać. Za jakiś czas koniecznie muszę Wam jeszcze przybliżyć Shalimar - moje ulubione perfumy Guerlain.

sobota, 14 października 2017

MAKIJAŻ: Kolorowe CUT CREASE

Na dziś ostatni zaległy makijaż z mojego instagrama - bardzo kolorowe cut crease z dodatkiem brokatu. Makijaże tego typu (cut crease, z mocno oddzielonym kolorem na powiece ruchomej) najlepiej wykonuje się z wykorzystaniem płynnych produktów, dzięki którym łatwo uzyskać ostrą linię. Może to być korektor, albo tak jak u mnie cień w kremie, który posłuży później jako baza pod inne cienie :).



W tym makijażu korzystałam z różnych paletek cieni, były to głównie Eyes Like Angels, Pro HD Contour & Eyes Palette i Pro HD Amplified Palette Dynamic od Makeup Revolution. Użyłam także mojego ulubionego pigmentu Vanilla od MAC, połyskującego pigmentu Inglot AMC 112 i brokatu.



Jeśli mnie śledzicie na fb to już widzieliście, ale pochwalę się także tutaj. W aktualnym magazynie Hebe ukazało się moje zdjęcie <3! Oczywiście we współpracy z Makeup Revolution :). 


czwartek, 12 października 2017

LIFERIA Jesienna Aura | ZAKUPY Z ROSSMANNA

Ostatnio beauty boxy nie trzymały najwyższego poziomu, ale miło zaskoczyła mnie Liferia - Jesienna Aura. To pudełko jest zawsze nieco inne, bo bazuje na miksie kosmetyków z różnych stron świata i częściej pojawiają się w nim marki będące dla nas nowością. Jeśli jesteście też ciekawe co ostatecznie kupiłam na promocji w Rossmannie to zapraszam Was na koniec wpisu :).


BEE GOOD Cream Cleanser | Angielska marka Bee Good pojawiła się w postaci kremu myjącego (do twarzy) Honey & Propolis z dołączoną muślinową ściereczką. Marka jest dla mnie nowością co oczywiście oceniam bardzo na plus. Sam produkt fajny, łagodny (już wypróbowałam), w postaci gęstego kremu zamieniającego się w emulsję. Na pewno ciekawy, niestandardowy kosmetyk, szkoda że w wersji travel size, bo zapowiada się obiecująco.

NABLA Cień w kremie | Perełką tego pudełka jest niewątpliwie cień w kremie Nabla. Marka ostatnio stała się bardzo popularna, więc cieszy mnie jej obecność w boxie, a same cienie w kremie miałam ochotę wypróbować. Strzałem w dziesiątkę okazał się również kolor - Christine, idealny, rozświetlający odcień na co dzień! Na duży plus.

GREENFROG BOTANIC Żel do mycia ciała | Mamy także markę cruelty-free i jej wegański żel pod prysznic o nietypowym zapachu (geranium i mięta). Pachnie naprawdę specyficznie, ale naturalnie. Żel nie zawiera slsów i parabenów, a poza tym jest kolejną nową dla mnie marką, a takie lubię najbardziej ^ ^.

OOH! Olejek Moringa | W małej buteleczce 15ml otrzymaliśmy Oil of Heaven Moringa Face Oil - olejek Moringa. Do stosowania na twarz, jako dodatek do kremu, a podobno nawet pod makijaż (tu mam pewne obawy, ale może dla skóry suchej by się sprawdził, kto wie...). Dla olejków zawsze jestem na tak, marka znów nowa, nieoklepana za co plus.

POSTQUAM Konturówka do ust | Ze zdjęcia umknęła mi konturówka do ust w odcieniu Caramel, wybaczcie. Marka Postquam pojawia się w boxach już nie pierwszy raz. Ten produkt przypadł mi do gustu najmniej, choć kolor konturówki jest jak najbardziej trafiony, ale mam już kilka tych kredek i powiem szczerze, że jak dla mnie są dość średnie.



Zdecydowanie hitem pudełka jest cień Nabla, ale muszę przyznać, że cały box tym razem udany: nowe marki, olejek Moringa który z chęcią przetestuję, wegański żel o ciekawym zapachu, fajny krem myjący - zawartość może nie wypadła bardzo bogato, ale produkty o wiele bardziej interesujące niż drogeryjne kosmetyki często umieszczane w boxach. Liferia dostępna na: liferia.pl.



Na koniec szybki rzut na zakupy z promocji w Rossmannie. Zamówienie składałam online, ale przy odbiorze dorzuciłam jeszcze rozświetlacz i balsam. Generalnie kupiłam prawie zupełnie co innego niż miałam w planach, co było spowodowane głównie faktem, że nie udało mi się dorwać żadnych nowości Wibo, które zdążyły wejść na czas promocji. Przy okazji w oko wpadło mi co innego i ostatecznie do koszyka trafiły:

LOVELY Silver & Gold Ombre Highlighter | Ten ciekawy gradientowy rozświetlacz to nowość w szafie Lovely. Nie miałam go w planach, ale skusiła mnie nim Asia z Nihil--Novi, za co powinnam jej podziękować, bo rozświetlacz jest faktycznie bardzo fajny! Daje ładną taflę połysku i jest raczej chłodnym rozświetlaczem (złota część to bardziej wanilia niż złoto). Lovely i Wibo wprowadza z reguły godne uwagi rozświetlacze, a ten nie odbiegł od tej normy :).

MAYBELLINE The Eraser Eye | Korektor MNY jak wiecie miałam w planach od początku - to jedyny kosmetyk, który kupiłam z mojej listy. Jeszcze go nie wypróbowałam, więc nie wiem jak się sprawdzi, ale przynajmniej trafiłam z odcieniem (Light wydaje się dla mnie w sam raz).

BOURJOIS Rouge Velvet The Lipstick | Mając w planach nowy, fioletowy odcień z Rouge Edition Velvet, spontanicznie skusiłam się jednak na nowość w ofercie marki czyli matową pomadkę w sztyfcie. Nie liczyłam na cuda, bo przerobiłam już mnóstwo matowych pomadek i zazwyczaj wolę te w formie płynnej-zastygającej. Powiem Wam jednak, że ta pomadka to coś zupełnie innego, pierwszy raz mam do czynienia z tak przedziwną (ale pozytywną) formułą! Sunie po ustach jak masełko, jest niezwykle kremowa, po czym zastyga niczym pomadka w płynie, pięknie wtapiając się w usta. Serio, ta pomadka nieźle mnie zaskoczyła! To jak matowa pomadka w płynie, ale w formie sztyftu. Będę ją intensywnie testować, bo jestem mile zaskoczona. Szkoda tylko, że kolorów w gamie jakoś mało, wzięłam ładny blady róż 02, ale bardzo brakowało mi czegoś chłodnego.

MAYBELLINE Metallic Lipstick | Drugą pomadką, którą kupiłam jest bardzo oryginalny odcień z serii Color Sensational Metallic od MNY. Wybrałam 35 Steel Chic, mieszanką brązu i szarości, w metalicznym wydaniu. Tutaj z kolei sam kolor jest wyjątkowy, ale właściwości nie zapowiadają się już tak fenomenalnie jak w przypadku Bourjois. Pomadka jest trochę taka zbyt śliska, więc przeczuwam, że nie będzie się jakoś świetnie trzymać, ale czego się nie robi dla koloru ;).

EVREE My Super Balm | Po sukcesie peelingu do ust od Evree miałam ochotę sprawdzić jak wypadnie balsam z tej samej serii. Wybrałam oczywiście poziomkowy, bo jestem wielką fanką poziomek. I jak uwielbiam Evree, tak ten balsam w pierwszym kontakcie mnie nie zachwycił. Nie wydaje się zły, ale wygląda mi na przeciętniaczka ;). Nie pachnie też wcale jakoś super, a pomarańczowy peeling za to wymiata jak chodzi o zapach!

NIVEA Lip Butter Coconut | Lubię masełka do ust Nivea, dawno już nie miałam, więc skusiłam się na wersję kokosową (w promocji te masełka były bardzo tanie). Pachnie cudownie, jeśli też uwielbiacie kokos to polecam :)!


A Wy na co dałyście się skusić? Są tu jakieś posiadaczki nowej pomadki Bourjois?

niedziela, 8 października 2017

GOLDEN ROSE LIQUID MATTE | swatche dodanych odcieni 18-26

Jakiś czas temu Golden Rose rozszerzyło gamę kolorystyczną matowych pomadek w płynie Liquid Matte o dodatkowych dziewięć kolorów (od nr 18 do 26). Moim zdaniem te dodane odcienie są wprost idealne na jesień! To przede wszystkim zgaszone odcienie z nutą brązu i beżu. Wprowadzono także nieco ciemniejsze odpowiedniki popularnej 10 i 3 - jeśli do tej pory były dla Was zbyt jasne to w aktualnej gamie możecie już dopasować te odcienie pod siebie.

Myślę, że Liquid Matte nie trzeba przedstawiać, to w końcu jedne z popularniejszych płynnych pomadek o matowym wykończeniu. Bardzo je lubię za świetną trwałość, pigmentację na wysokim poziomie, ale też bardzo komfortową formułę bez nadmiernego wysuszania czy ściągnięcia ust. Liquid Matte nie robią też efektu nieprzyjemnej "skorupy", są delikatnie lepkie co moim zdaniem działa na ich korzyść, bo po prostu przyjemniej się noszą. Warto również dodać, że mają ładny, waniliowy zapach. Myślę, że to jedne z najlepszych pomadek matowych w swojej cenie i oczywiście bardzo Wam je polecam jeśli jeszcze ich nie znacie... choć szczerze wątpię, żeby znalazło się wiele osób, które nie zna tych pomadek ;).


18 | Nasycona, ciepła czerwień. Bardzo żywy, intensywny odcień, na pewno nie jest to klasyczna wersja czerwieni. Ta jest strażacka, z pomarańczowymi tonami, ale ma w sobie coś minimalnie rdzawego za co lubią ją jeszcze bardziej.


19 | Dosyć ciekawy odcień, coś w rodzaju zgaszonego, wypranego koralu. O ile koralowe odcienie noszę bardzo rzadko, bo po prostu średnio do mnie pasują, to już ten kolor bardzo mi się podoba.


20 | To krok dalej w chłodną stronę od 19. Ta jest trochę bardziej różowa, jaśniejsza i mocniej przygaszona, ale to nadal raczej ciepły kolor. Nieoczywisty odcień, ale podkreślający usta.


21 | Ciemniejszy odpowiednik popularnej 3, która jest chyba moim ulubionym odcieniem z całej gamy. 21 jest dość mocno podobny, ale właśnie ciemniejszy. Piękny, zgaszony róż.


22 | I znów bardziej ciepły odcień - karmelowy, cieplutki beż. Ciemniejszy i cieplejszy od 13, a z kolei chłodniejszy w stosunku do 11. Szczerze mówiąc lubię wszystkie te odcienie (11,13,22), ciężko mi wskazać faworyta ;).


23 | Jest też coś dla wszystkich, którym podobała się słynna 10, ale była dla nich za jasna czy zbyt "trupia". 23 jest bardzo podobny, ale trochę ciemniejszy dzięki czemu nie tylko super blade osoby będą wyglądały w nim dobrze. Jest też odrobinę bardziej różowy od 10, choć ciągle bardzo mocno zgaszony, szaro-beżowo-fioletowy. Trudny odcień, ale ciekawy!


24 | Wyjątkowo piękny odcień! Neutralny, zgaszony beż, bardzo mi się podoba. Na ustach wychodzi trochę ciemniej niż na zdjęciach i w opakowaniu (ale mam wrażenie, że wszystkie kolory na ustach wydają się właśnie trochę ciemniejsze).


25 | Najbardziej oryginalny i jednocześnie naprawdę trudny odcień. To taki czysty brąz, w takiej postaci rzadko pojawia się w jakichkolwiek pomadkach.


26 | Fajny, ale bardzo ciemny kolor. Mieszanka borda, brązu i fioletu w odrobinę zgaszonym wydaniu. Jeśli jesteście fankami takich bardzo ciemnych ust, to może być dla Was ciekawy.


Liquid Matte to świetne, bardzo dobre jakościowo pomadki, a dodatkowe odcienie są bardzo ładne i oryginalne. A to wszystko za 19,90zł więc czego chcieć więcej ;). Czy mają jakieś wady? Generalnie większych wad nie mają, jedynie niektóre odcienie trochę gorzej się rozkładają na ustach (neonowy róż z podstawowych kolorów), ale większość odcieni nakłada się zupełnie bezproblemowo.


Dajcie znać, które odcienie należą do waszych ulubionych!

piątek, 6 października 2017

NAJCIEKAWSZE NOWOŚCI MAKEUP REVOLUTION

Makeup Revolution to jedna z tych marek, które dosłownie zasypują nas nowościami. Marka non stop wprowadza coś nowego, a dzięki paczkom ambasadorskim masa tych nowości przewinęła się przez moje ręce. Te moim zdaniem najciekawsze zebrałam w dzisiejszym wpisie, warto rzucić na nie okiem - będzie o gradientowych różach, białym pudrze do bakingu, nowej formule Retro Luxe i świetnych rozświetlaczach Skin Kiss.


GRADIENT HIGHLIGHTER | Gradientowe róże same w sobie nie są niczym nowym, ale moim zdaniem wciąż mało popularnym, więc budzącym ciekawość. Pamiętam, że pierwszy raz z tego typu różem miałam do czynienia wieki temu - był to róż Essence, który bardzo polubiłam za możliwość uzyskania różnych kolorów różu. Podobnie jest z tymi różami, w zależności której części używamy uzyskamy jaśniejszy bądź ciemniejszy odcień. Fajny patent, takie trzy kolory w jednym.


PRO HD AMPLIFIED 35 EYESHADOW PALETTE - INSPIRATION | Byłam bardzo ciekawa tych palet (wzorowanych na Morphe). Jakościowo są całkiem dobre, nie jest to hiper mocna pigmentacja, ale wciąż bardzo dobra i dla mnie zadowalająca. Moim typem na jesień jest matowa paleta Inspiration w odcieniach brązów, rudości, pomarańczu. Kolory bardzo na topie, a jeśli jesteście fankami takiej ciepłej kolorystyki to może Wam się spodobać. Ja jestem na tak! Poniżej swatche wybranych kolorów :).



SKIN KISS | Te rozświetlacze trafiły do mnie niedawno, ale zrobiły na mnie duże wrażenie. Są naprawdę mocne, można uzyskać nimi intensywny błysk co osobiście bardzo lubię. W dotyku wręcz lekko kremowe, wiecie to taka formuła w stylu niektórych metalicznych cieni - o bardzo dużej przyczepności. Jestem dopiero po pierwszych próbach, ale będę je teraz intensywnie testować, bo zapowiadają się znakomicie.


Nietypowa kremowa formuła od razu nasunęła mi skojarzenie z rozświetlaczem od Jeffree Stara - Ice Cold. Zrobiłam szybkie porównanie i... faktycznie! Ice Kiss od Makeup Revolution może być świetnym odpowiednikiem Ice Cold Jeffree Star. Odcień prawie identyczny, efekt w bardzo dużym stopniu także. Różnica chyba jedynie taka, że rozświetlacz JS jest jeszcze mocniejszy i można nim lepiej budować siłę połysku (no i jest droższy, duuuużo droższy).


GHOST FINISH | Makeup Revolution wprowadziło też kilka pudrów do bakingu, tym razem bardzo w stylu słynnych Ben Nye. Ghost Finish jest zupełnie biały i choć póki co nie używam go za bardzo to stwierdziłam, że warto go pokazać - w końcu to naprawdę ciekawy produkt. Puder mocno bieli co można wykorzystać nie tylko przy stylizacjach na Halloween. Nada się także do rozjaśnienia zbyt ciemnych pudrów, a może dla extremalnie bladolicych?


RETRO LUXE MATTE LIP KIT | Marka zmieniła formułę matowych pomadek w płynie Retro Luxe... i całe szczęście! Odcienie mają naprawdę fajne, ale stara formuła była dosyć kiepska, mało komfortowa w noszeniu i niestety lubiła brzydko schodzić z ust. Z kolei nowa formuła jest bez porównania, pomadki są komfortowe, naprawdę trwałe, niebo a ziemia. Bardzo polecam Wam odcień Echelon, jeden z najpiękniejszych neutralnych, przygaszonych kolorów jakie znam.


ULTRA PRO GLOW | Mocną stroną marki są rozświetlacze (a ja jestem ich wielką fanką <3). Ta paleta nie jest już w sumie żadną super nowością, ale bardzo ją sobie chwalę, także jako paleta do mojego kufra. Mamy w niej osiem odcieni rozświetlaczy, które można bez problemu dopasować do każdego typu urody. Nawet najciemniejszy sprawdza się do muśnięcia policzków na opalonej skórze. Bardzo lubię i polecam, dają efekt pięknej tafli.


VIVID SHIMMER BRICK | Kolejny błyszczący kosmetyk czyli paseczkowe wypiekane rozświetlacze w typie Shimmer Brick od Bobbi Brown. Te błyskotki też testuję od niedawna, ale zapowiadają się na niezły hit - dają taki piękny błysk <3!


PĘDZLE | Ostatnio w ofercie pojawiło się także sporo pędzli, które są na coraz lepszym poziomie. Fajny jest np. mięciutki pędzel do pudru z serii Ultra Metals, bardzo polubiłam się także nowy kabuki. Elastyczne pędzelki z serii Flex mają miłe włosie, ale jeszcze sama nie wiem co sądzić o tej ich dwustronnej formie i elastycznych trzonkach. Na pewno jest to coś nowego i interesującego, ale ma też swoje wady i zalety.