wtorek, 27 czerwca 2017

ULUBIEŃCY MIESIĄCA | Inglot, Makeup Revolution, Golden Rose, Bielenda

Hej! Zapraszam Was dziś na ulubieńców mienionego miesiąca. Jak zawsze tych stałych, sprawdzonych i oklepanych pomijam, żeby nie powtarzać się w nieskończoność. Czerwiec był dla mnie strasznie zabiegany, więc niestety nie miałam często czasu ani na coś więcej niż podstawowy makijaż, ani na zabiegi pielęgnacyjne. Paznokcie też gdzieś tam zostały trochę zapomniane, ale to wyszło im na dobre - mają detoks od żelu i hybryd.


YVES ROCHER Neroli | Na początek dla odmiany zapach. W tym miesiącu najczęściej sięgałam po Neroli z serii Secrets D'Essences od Yves Rocher. Bardzo lubię tę serię, zresztą wiele zapachów od YR mam i uwielbiam. Jeśli lubicie zapach olejku neroli to polecam Wam tę wodę (jest to woda perfumowana, więc zapach jest trwały). Oprócz neroli w nutach zapachowych mamy jeszcze bergamotkę, piżmo i petitgrain. Lubiłam sięgać po tę wodę wiosną, ale na aktualne upały też jest super. Nie jest to typowy świeżak, za którymi nie przepadam, ale zapach jest zupełnie niemęczący nawet kiedy robi się gorąco, ma w sobie coś chłodnego i lekko gorzkawego.


MY SECRET Matte Blur Effect | Podkład, który okazał się totalnym zaskoczeniem! Jestem wybredna w kategorii podkładów, mało co mi pasuje i sprawdza się także na dłuższą metę. Tymczasem niepozorny fluid z tak taniej marki jak My Secret został w ostatnim czasie najchętniej wybieranym przeze mnie podkładem. Ładnie kryje ale nie daje efektu maski, fajnie się utrzymuje, bardzo dobrze wygląda na twarzy, matu nie trzyma może wybitnie, ale wystarczy wspomóc się porządnym pudrem. Na plus też trafiony żółtawy odcień (ivory) bez nuty różu czy szarości. Godny wypróbowania :).

INGLOT Diamond Lip Tint | Zaintrygowana nowymi metalicznymi pomadkami Inglota dałam się skusić na jeden z odcieni i już wiem, że nie będzie ostatnim. To pomadki płynne, metaliczne, ale zastygające do matu, więc jak dla mnie też niezwykle komfortowe w noszeniu. Zauważyłam, że jaśniejsze odcienie są bardziej błyszczące, z kolei te nasycone (np. malinowa czerwień) nie dają tak metalicznego efektu, przypominają raczej pomadkę z połyskiem. Kupiłam odcień nr 104 i nie żałuję - piękny kolor, świetnie wygląda na ustach! Polecam jeśli oczywiście lubicie takie błyszczące klimaty.

GOLDEN ROSE Liquid Matte Lipstick | Drugą pomadką od której nie mogę się opętać to kultowy już odcień 03 z serii płynnych pomadek matowych Golden Rose. To jeden z najładniejszych matów w mojej kolekcji. Nie dajcie się zwieść, że to kolejny zwykły brudny róż, ten jest naprawdę wyjątkowy <3.

MAX FACTOR 2000 Calorie Curl Addict | Ulubionym tuszem pozostała podkręcająca wersja 2000 Calorie Curl Addict. Bardzo dobry tusz, chociaż osobiście wolę jednak Masterpiece Max, ale ten też był niczego sobie. Ładnie podkręcał i pogrubiał rzęsy, efekt zdecydowanie ponad przeciętny. Max Factor w ogóle ma fajne tusze :).

MAKEUP REVOLUTION Renaissance Glow | Ze wszystkich nowości Makeup Revolution, które ostatnio do mnie przyszły, w mój gust totalnie trafiła paletka Renaissance Glow. Wiem, że ten produkt jest mocno "zainspirowany" paletką Charlotte Tilbury, moim zdaniem zupełnie niepotrzebnie, bo jakość obroniłaby się sama. Pomijając jednak design, w paletce mamy ciepły waniliowy rozświetlacz i chłodny brązer idealny do konturowania. Dla mnie to brązer doskonały - jeszcze nie trafiłam na tak idealnie dobrany odcień do mojej karnacji! Wcześniej takim moim brązerem do modelowania był np. Sahara Sand od Kobo (fajny, ale trochę zbyt szary), albo inne już bardziej ciepłe brązery (tylko właśnie... zbyt ciepłe). Ten jest po prostu strzałem w dziesiątkę, nie za ciepły, nie za zimny, nie jest też szary, czy jakiś żółtawy, po prostu w sam raz. Rozświetlacz to też produkt na piątkę z plusem - waniliowa tafla połysku * . *.


LIRENE Olejkowe serum do rąk | Pora na pielęgnację - coś dla dłoni. Nie jestem w tym temacie specjalnie wymagające, skóra moich dłoni nie przesusza się prawie wcale (a jeśli już to zimą), także kremów używam bardzo sporadycznie. Olejkowe serum Lirene spodobało mi się przez fakt, że wchłania się naprawdę, ale to naprawdę błyskawicznie. Nie zostawia też nieprzyjemnego filmu na skórze co jest dla mnie bardzo istotne. Przy tym ładnie pachnie (lekko słodko), a dłonie po aplikacji kosmetyku są milutkie i aksamitne w dotyku. Nie wiem jak poradziłoby sobie z problematyczną skórą dłoni - u mnie sprawdziło się bez zarzutu.

BIELENDA Olejek różany do mycia twarzy | Przy okazji rossmannowych promocji na kosmetyki pielęgnacyjne kupiłam polecany różany olejek myjący od Bielendy. Nie zawiodłam się, jest to świetny produkt, skuteczny ale niezwykle łagodny dla cery. Pięknie pachnie! To jest produkt, do którego na pewno będę wracać, wszystko mi się w nim podoba, a moja cera bardzo go lubi. Na minus jedynie wydajność, dosyć słaba, ale jestem w stanie to przeboleć. Olejki myjące najlepsze!

FARMONA Olejek do kąpieli i pod prysznic | Kolejny produkt to również olejek myjący z serii Herbal Care. Zdecydowanie jestem uzależniona od olejków myjących, ale uważam że są naprawdę świetne :). Olejek Buriti przeznaczony jest do kąpieli i pod prysznic: sprawdza się zarówno dolany do wanny jak i używany bezpośrednio na skórę podczas prysznica. Nie wysusza, nie podrażnia, w kontakcie z wodą zamienia się w emulsję. Moim zdaniem świetny produkt o pięknym, choć trudnym do opisania zapachu :).


LADY SPEED STICK Fresh&Essence | I jeszcze coś z gamy, która jest przeze mnie pomijana, bo zwykle jakoś nie widzę potrzeby rozprawiania się nad produktami z kategorii podstawowej higieny. Jednak dziś wyjątkowo trafił tu mój ulubiony antyperspirant ever - Lady Speed Stick. Używam ich od lat, nawet nie umiem policzyć od jak dawna ;). To antyperspiranty, które sprawdzają się u mnie najlepiej, nawet podczas upałów są bezkonkurencyjne (blokerów itp. nie używam, więc z grubszym kalibrem nie porównuję). Fajnie pachną, choć wszystkie raczej podobnie. Nie lubię tylko wersji w żelu, zawsze kupuję te klasyczne sztyfty. Są tu jeszcze fanki Lady Speed Stick?


Na koniec coś z niekosmetycznych ulubieńców - jeśli tylko coś mi się spodoba to staram się wtrącić też co nieco niekosmetycznego. Ostatnim moim małym odkryciem są soki Oleofarm, 100% soki bezpośrednio wyciskane z owoców. Odkrycie dlatego, bo jestem z tych osób, które niekoniecznie lubią pić wodę - ogólnie piję bardzo dużo, ale picie czystej wody przychodzi mi trochę opornie, wolę herbatę bądź soki/napoje, które jak wiadomo zazwyczaj są słodzone. Z kolei te soki z Oleofarm to akurat bardzo zdrowe rozwiązanie, bez cukru czy w ogóle czegokolwiek innego poza samym sokiem. Dolewam je do wody, dorzucam jeszcze troszkę owoców, świeżą miętę i dzięki temu picie wody jest dla mnie o wiele przyjemniejsze (a same soki są super zdrowe, więc wychodzi jeszcze lepiej).

Zużyłam sok z granatu, teraz wzięłam się za żurawinę. Granat jest mocno cierpki w smaku, ale rozcieńczony wodą smakuje fajnie, polubiłam go też z dodatkiem świeżego imbiru lub truskawek. Żurawina jak można się domyślić jest mocno kwaśna, więc też fajna na upały np. z dodatkiem mięty. Można dodawać jej także zamiast cytryny do herbaty, tak też się sprawdza! Na pewno spróbuję jeszcze innych wariantów, no może oprócz aloesu (chyba jedyny, który nie przechodzi mi przez gardło;)).


To by było na tyle - ciekawa jestem czy znacie coś z tych kosmetyków :).

poniedziałek, 26 czerwca 2017

GEOMETRYCZNY MAKIJAŻ z kamuflażami!

Hej :)! Na dziś moje ostatnie ćwiczenia makeupowe, które mogliście już widzieć na moim fb :). Tym razem za zadanie postawiłam sobie wykonanie geometrycznego makijażu z wykorzystaniem samych korektorów, kamuflaży czy brązerów - generalnie kremowych produktów do twarzy.


Do tego celu idealnie sprawdziły się paletki - paleta do konturowania na mokro Ultra Pro HD Cream Contour oraz paleta kryjących korektorów Camouflage Conceal Palette, obydwie od Makeup Revolution.



czwartek, 22 czerwca 2017

MAKEUP REVOLUTION | Renaissance Palette Day & Night

Makeup Revolution wypuściło niedawno piękną i bardzo elegancką kolekcję Renaissance, w skład której weszły paletki cieni, pomadki i produkty do twarzy. Dziś pokażę Wam z bliska właśnie paletki - Renaissance Day oraz Renaissance Night. Gdy tylko je zobaczyłam od razu przywiodły mi na myśl kosmetyki sprzed lat. To właśnie tego typu paletki, małe, ozdobne, z lusterkiem były kiedyś bardzo modne. Ten styl opakowań stoi w opozycji do aktualnie popularnych prostych, minimalistycznych, ostatnio często też kartonowych paletek.


Opakowania są po prostu piękne, z matowego tworzywa (czarne oraz ecru) z oprawą w kolorze różowego złota. Wewnątrz mają lusterko i pędzelek. Przejdźmy jednak do samych cieni, bo to one są tu najważniejsze. Paletki mieszczą po pięć cieni w klasycznej kolorystyce. W obu wariantach mamy coś jasnego, waniliowego i coś do przyciemnienia partii oka. Między sobą różnią się nie tylko kolorami cieni, ale też ich wykończeniem.



Paletka Day to zdecydowanie lepszy zestaw do dzienniaków. Mamy w niej tylko jeden błyszczący cień (waniliowy), ale błysk jest tutaj bardzo subtelny, taki właśnie "dzienny". Pozostałe cienie to maty o nieco satynowym wykończeniu. W dotyku bardzo aksamitne, zupełnie nie przypominające suchych i pylących cieni. Pigmentacja jest tutaj dobra, choć nie ekstremalna. Pod tym względem to również zestaw typowy do dziennych, szybkich makijaży. Kolorystyka całej paletki jest zupełnie neutralna, ani ciepła, ani chłodna - wyważona gdzieś po środku. Oprócz rozświetlającej wanilii, mamy jeszcze jasny beż, dwa średnie beże i ciemniejszy chłodny brąz.



Paletka Night jest już bardziej błyszcząca. Mamy w niej jeden matowy jasny beż, który fajnie tutaj pasuje dla równowagi z mocno błyszczącą resztą. Pozostałe odcienie to połyskujący jasny róż, miedziane złoto, pośredni brąz i najciemniejszy odcień z dodatkiem drobinek w odcieniu śliwki. Ten zestaw jest ciepły, ale nadal uniwersalny. Ja osobiście uwielbiam takie kolory! Pigmentacja błyszczących cieni jest też lepsza niż matów (które i tak są w porządku).


Obydwie paletki są moim zdaniem fajne, dobre jakościowo i oczywiście przepięknie wyglądają! Dla maniaczek makijażu to nie jest coś niezbędnego, w końcu kolory cieni są z gatunku tych popularnych, a sama jakość nie jest też wybitna. Za to polecam jeśli brakuje Wam takich podstawowych kolorów, jeśli chcecie mieć podręczny zestaw cieni do szybkich makeupów :). Myślę, że te paletki to też niezła opcja na prezent, bo wyglądają naprawdę ładnie. Cena jednej paletki to około 36-40zł.



Bardzo fajnie z tej serii wypada również duo rozświetlacz + brązer, ale o nim innym razem. Pomadki też są niczego sobie, mają ładne opakowania i wiele fajnych, ciepłych kolorów. Swatche pokazywałam Wam niedawno na moim fb :).

niedziela, 18 czerwca 2017

Open Box: LIFERIA Fantastic Mood!

Przed nami kolejna edycja Liferii - beauty boxa łączącego kosmetyki tych mniej i bardziej znanych marek. Lubię Liferię właśnie za te mało popularne marki kosmetyczne, których sama na pewno nie spróbowałam w ciemno. Fantastic Mood to pudełku już w totalnie letnim klimacie - znalazło się w nim całkiem sporo kolorówki co oczywiście mnie ucieszyło. Na plus także fakt, że wszystkie kosmetyki w tym pudełku są pełnowymiarowe!


FIGS & ROUGE Serum ujędrniające | Balsam ujędrniający od Figs & Rouge ma ponoć w składzie kofeinę, witaminę B5 i wyciąg z karczocha - wszystkie składniki z myślą o redukowaniu cellulitu. Ucieszyło mnie, że to akurat Figs & Rouge, bo nie miałam z tej marki zbyt wielu produktów. Sam balsam też wydaje się być trafiony, zwłaszcza w letnim okresie - w końcu ujędrniający ;).

MIYO Kredka Twist Matic Eyes | Ostatnio zapomniałam trochę o marce Miyo, którą swoją drogą zawsze lubiłam. Liferia umieściła w boxie coś totalnie uniwersalnego: czarną, automatyczną kredkę do oczu.

PIERRE RENE Sypki cień | Z całego pudełka najbardziej ucieszył mnie sypki cień od Pierre Rene, bo uwielbiam wszelakie pigmenty do oczu :). Trafił mi się piękny odcień, różowy, ale nie wściekły, za to bardzo fajnie się mieniący. Na pewno wykorzystam go w makijażach! Pigmentacja również na plus, dlatego zaciekawiłam się jakie inne kolory są w tej serii.

COSNATURE Maska do włosów z awokado i migdałami | Mamy także coś do włosów - maseczkę o działaniu regenerującym, ale bez silikonów, peg-ów i parabenów. Tu znów dobry traf na letnie miesiące.

AFFECT Tusz do rzęs | Kolejna fajna marka - Affect. Tuszu jeszcze z niej nie próbowałam, więc na pewno go sprawdzę, choć gdzieś tam pojawia mi się lekko sceptyczne nastawienie (rzadko który tusz pobija moich stałych ulubieńców).


W moim odczuciu pudełko całkiem udane. Jest kolorówka, pielęgnacja, wszystko z myślą o ciepłych miesiącach i jednocześnie same pełnowymiarowe produkty. Może nie pojawił się tym razem żaden produkt "wow", ale generalnie te wspomniane plusy przemawiają jak dla mnie na tak. Liferię zamówicie na liferia.pl.

Na koniec wrzucam Wam jeszcze swatcha cienia od Pierre Rene - coś dla fanek różu :).




piątek, 16 czerwca 2017

KONTRASTOWY MAKIJAŻ z Makeup Revolution

Tym razem nietypowe połączenie kontrastujących kolorów: czerwieni i błękitu. Oczywiście do jakiegoś szybkiego, dziennego makijażu mogłoby się nie sprawdzić, ale już do bardziej eksperymentalnego makijażu czemu nie :). To kolejny makeup kosmetykami Makeup Revolution - listę użytych produktów znajdziecie w dalszej części wpisu.




- paletki Flawless 2 i Flawless 2 Matte
- na ustach pomadka Retro Luxe (Magnificent) + Ultra Strobe Balm Palette
- Awesome Double Flick Eyeliner
- Bulletproof Palette
- Brow Revolution Soft Brown

Na oczach wylądował także czerwony brokat i sztuczne rzęsy. Z kolei kolor pomadki powstał w nietypowy sposób. Najpierw użyłam matowej pomadki w płynie Retro Luxe w grafitowym kolorze, a po zastygnięciu nałożyłam na nią błękitny duochromowy rozświetlacz z palety Ultra Strobe Balm Palette. Pokusiłam się także o dodanie sztucznych piegów - w tej roli idealnie sprawdziła się farbka do brwi Brow Revolution ;).




środa, 14 czerwca 2017

WIOSENNY MANICURE z MOLLON PRO Paradise Garden

Bardzo lubię Mollon za lakiery hybrydowe (moim zdaniem jedne z najlepszych!), ale dziś mała przerwa od hybryd - wiosenny mani lakierami klasycznymi z serii Extreme z kolekcji Paradise Garden. Niedawno zdjęłam z moich paznokci żel, który nosiłam ostatnio dla dodatkowego utwardzenia. Płytka oczywiście ucierpiała, dlatego skróciłam mocno paznokcie i zrobiłam im detoks od hybryd i żelu. Nadarzyła się więc okazja żeby sprawdzić czy tradycyjne lakiery Mollona będą równie fajne co hybrydowe.


Mój mani to mix trzech pastelowych odcieni: brzoskwiniowego Oleander, baby blue Blue Linen i liliowego Heather. Jak wiadomo pastele lubią być trudne, ale te okazały się w porządku, szybko schły i przede wszystkim nie smużyły. Co też ważne nie robiły problemów z kryciem - wystarczyły dwie warstwy. Lakiery i hybrydy Mollona kupicie na sklepie online marki.

Przy okazji sprawdziłam bazę też od Mollon: Smooth Basecoat. Wygładzające bazy szczególnie lubię używać właśnie po hybrydach, bo fajnie wyrównują płytkę nawet jeśli nie jest idealnie gładka. Ta baza również się spisała, lekko wygładziła paznokcie, więc lakiery ładnie, równo siadły. 



Lakiery wypadły pozytywnie, ale poprawnie, za to hybrydy już uważam za ponad przeciętne (mają bardzo dobrą formułę i są naprawdę trwałe). Oj przyznaję, że ciężko jest przestawić się na klasyczne lakiery jeśli przyzwyczai się już do hybryd!

niedziela, 11 czerwca 2017

DENKO: Revlon, Maybelline, Yves Rocher, Nuxe, Collistar

Hej! Dzisiaj dosyć spore "denko" czyli mini-recenzje zużytych kosmetyków. Od ostatniego denkowego wpisu minęło sporo czasu, więc nazbierało mi się trochę tych zużyć. Będzie kilka hitów, ale też totalne niewypały!


1. REVLON Tusze do rzęs | Do kosza poszły trzy maskary marki Revlon. Miałam All-in-one, pogrubiająco-wydłużający i wydłużający. Co oczywiste różniły się między sobą, ale generalnie okazały się średniakami. Nie były złe, jednak nie wróciłabym do nich więcej. Bardzo lubię Revlona, ale w kategorii tuszy zostaję przy Max Factor. | Ocena ★★★☆☆

2. MAYBELLINE Master Precise Curvy Liner | Eyeliner we flamastrze od MNY miał nietypowy gruby rysik, ale o dziwo bardzo go lubiłam i używałam non stop. Okazał się naprawdę wydajny i służył mi rzeczywiście długo. | Ocena ★★★★★

3. MY SECRET Wodoodporny eyeliner w pisaku | Z kolei eyeliner w tej samej formie z My Secret to jak dla mnie bubel. Nie zadowolił mnie jak chodzi o pigmentację i na dodatek był dziwnie suchy... szybko przestał się nadawać do użytku. | Ocena ★★☆☆☆

4. NEICHA Sztuczne rzęsy | Totalna, całkowita klapa - rzęsy Neicha. Rozpadły mi się dosłownie w rękach! Nie dało się ich odkleić od opakowania, a nie były wcale mocno przymocowane. Nigdy nie miałam podobnego przypadku. Ardell, które uwielbiam, są bardzo naturalne i lekkie, ale też wytrzymałe... także Neicha jak dla mnie kompletnie odpada. | Ocena ★☆☆☆☆

5. CATRICE Liquid Camouflage | Ulubiony korektor pod oczy z Catrice. Superpopularny, więc na pewno go znacie. Moim zdaniem to korektor na piątkę - zastyga, nie wchodzi w załamania, dobrze kryje, ale nie jest zbyt ciężki. Bardzo lubię i wciąż do niego wracam. | Ocena ★★★★★


6. DOVE Żel pod prysznic Piwonia i Słodka śmietanka | Mój ukochany wariant żelu od Dove (a właściwie powinien nazywać się kremem, bo jego formuła jest właśnie bliższa do kremu!). Świetny, niewysuszający skóry, a ten zapach - cudo! Mój ulubieniec wśród wszelkich żeli pod prysznic. | Ocena ★★★★★

7. GARNIER Żel micelarny 3w1 | Odkrycie ostatnich miesięcy to bez wątpienia myjący żel do twarzy z Garniera. Z tej samej serii co świetny różowy micel. Łagodny, a przy tym mega skuteczny! Domywał nawet najbardziej hardkorowe makijaże! To chyba najlepszy żel do mycia twarzy jaki miałam okazję używać, bardzo polecam. | Ocena ★★★★★

8. YVES ROCHER Waniliowy olejek do kąpieli | Bardzo przyjemny olejek od Yves Rocher, pachniał jak cała seria z wanilią burbońską (a dodam, że to jedna z najładniejszych wanilii w kosmetykach). | Ocena ★★★★☆

9. FARMONA DERMISS Kremowy olejek myjący | Fajna emulsja do mycia twarzy z Farmony, choć już nie tak dobra jak wspomniany żel z Garniera. To coś w rodzaju gęstego olejku, który pod wpływem wody zamienia się w emulsję. Przyjemnie się go używało, ale był trochę mało wydajny. | Ocena ★★★★☆



10. NUXE Sun Szampon | Z "włosowej" kategorii wykończyłam szampon z Nuxe, z letniej serii przeciwsłonecznej. Miał bardzo ładny zapach, ale jak dla mnie większość kosmetyków Nuxe fajnie pachnie. Ogółem przyjemniaczek - robił co miał robić, włosów nie plątał. | Ocena ★★★★☆

11. L'OREAL Absolut Repair Lipidum Maska | Po tej masce spodziewałam się czegoś więcej, ale okazała się po prostu zwykłą, nawilżającą maską (w porządku, ale bez zachwytów). Na pochwałę zasługuje jednak bardzo gęsta formuła. | Ocena  ★★★☆☆

12. FARMONA Herbal Care Szampon - Chmiel | Lubię te szampony z serii Herbal Care, są dla mnie fajne do codziennego użytku. Nieźle oczyszczają, ale też nie przesuszają włosów. Chmielowy też był w porządku. | Ocena ★★★★☆

13. ILLUMYNA Szampon | Regenerujący szampon profesjonalnej marki Sens.Us Illumyna sprawdził się całkiem dobrze. Mocno wygładzał i zmiękczał włosy, choć myślę że na moim typie włosów lepiej spisują się szampony mocniej oczyszczające. | Ocena ★★★★☆

14. JOANNA NATURIA Farba do włosów | Od lat jestem wierna (z małymi skokami w bok) farbom z Joanny. Szczególnie lubię te z Naturii, bo są trwałe, ale nie niszczą tak włosów. Moim zdaniem pobijają niejedną droższą i bardziej modną markę. Na plus też mega niska cena :). | Ocena ★★★★☆


15. BIOPHA Ekologiczna pasta do zębów | Ostatnio mam fazę na eko pasty do zębów. Biopha akurat mnie nie zachwyciła, była trochę dziwna i szybko się skończyła, ale smak był niezły. Do tej konkretnej już więcej nie wrócę. | Ocena  ★★★☆☆

16. DABUR Miswak pasta | Bardziej przypadła mi do gustu pasta Miswak z Dabur. Tutaj smak był już specyficzny, ale pasta lepiej czyściła zęby i jakoś tak po prostu bardziej mi podeszła. | Ocena ★★★★☆

17. GARNIER Neo Antyperspirant | Zużyłam kolejny antyperspirant z Garniera, z serii Neo (miałam chyba wszystkie warianty). Fajne było w nim to, że rozpylał od razu taką suchą mgiełkę, ale skuteczność oceniłabym na czwórkę. | Ocena ★★★★☆


18. URIAGE Krem | Próbka kremu Uriage, już nie pamiętam jaka to była dokładnie seria. W sumie okej, ale same wiecie - po takiej mini próbce to ciężko coś więcej powiedzieć. Za to samą markę lubię. | Ocena  ★★★☆☆

19. PERKY PEARL Krem rozświetlający | Fajny krem, świetnie się spisał na mojej skórze (mogłabym nawet sięgnąć po opakowanie pełnowymiarowe). Ładnie nawilżał, a skóra wyglądała po prostu lepiej. | Ocena ★★★★☆

20. YASUMI Krem pod oczy i na okolice ust | Dobry i lekki krem Yasumi. Używałam go pod oczy. Nawilżanie zdecydowanie na plus, formuła bardzo delikatna i idealna pod makijaż. | Ocena ★★★★☆

21. COLLISTAR Mascara Infinito | Miniatura tuszu Collistar z beGlossy. To był naprawdę dobry tusz, jeden z najlepszych jaki miałam, ale chyba jeszcze nie numer jeden :). Mocno podkreślał rzęsy, a przy tym nie sklejał. | Ocena ★★★★★

22. STENDERS Żel pod prysznic | Żurawinowy żel w wersji minii nosiłam w mojej przenośnej kosmetyczce. Stenders ma świetne zapachy kosmetyków. | Ocena ★★★★☆

23. INTIMELLE Płyn do higieny intymnej | Produkt z Drogerii Natura w ogrooomnej butli. Płyn dobrze się sprawdzał, był łagodny i miał lekki, przyjemny zapach. Na plus opakowanie z pompką. | Ocena ★★★★☆

24. PRÓBKI | Trochę różnych próbek, z Ziaji, Biolique, Avonu. Zaplątała się też czarna maska peel-off Pilaten, ale powiem szczerze, że większego wrażenia na mnie nie wywarła, niestety.


czwartek, 8 czerwca 2017

TEST I SWATCHE: Hybrydy CUCCIO

Niedawno w moje ręce wpadła kolejna marka lakierów hybrydowych - Cuccio. Nowych marek oferujących hybrydy pojawia się coraz to więcej co zresztą wcale mnie nie dziwi biorąc pod uwagę ogromną popularność lakierów hybrydowych. Cuccio do tej pory nie znałam, ale byłam ich bardzo ciekawa, zwłaszcza że lakiery wydają się być bardziej dedykowane salonom kosmetycznym (już sama pojemność lakieru jest prawie dwa razy większa od standardowej). Sprawdziłam dwa kolory, których używałam razem z primerem, bazą i top coatem tej samej marki.


Moje odcienie są może mało wiosenne, ale za to bardzo w moim guście: Playing in Playa Del Carmen - śliwkowy fiolet i Dublin Emerald Isle - szmaragdowa zieleń o metalicznym wykończeniu. Same na pewno wiecie jak to jest z hybrydami, czasem nie wystarczy wypróbować jeden czy dwa odcienie lakierów żeby wyrobić sobie zdanie o marce, bo nierzadko się zdarza, że poszczególne kolory różnią się między sobą formułą. W przypadku tych dwóch kolorów od Cuccio odczucia mam zdecydowanie pozytywne: lakiery mają dobrą pigmentację, nie marszczą się podczas utwardzania i rozkładają się równomiernie na płytce. Formuła jest dość rzadka, więc uwaga jeśli nie jesteście wprawione - lepsze będą cienkie warstwy żeby nie zalać skórek.

Ciężko wypowiadać mi się na temat trwałości i kwestii odmaczania, bo hybrydy nosiłam na żelu (a jak wiadomo na nim wszystko świetnie się trzyma i gorzej schodzi). Zresztą na moich paznokciach większość hybryd wytrzymuje bardzo długo (dwa tygodnie), chyba że mam płytkę w gorszym stanie, cieńszą i poniszczoną - wtedy każda hybryda szybciej odpryskuje. Hybrydy Cuccio reagują normalnie na aceton, bo robiłam dodatkową próbę już nie na paznokciach.


Powyżej na zdjęciu z lewej śliwka Playing in Playa Del Carmen w połączeniu z żółtym lakierem innej marki, kolorowym żelem i holograficznym pyłkiem Indigo. Po prawej szmaragdowa zieleń Dublin Emerald Isle połączona z czernią i pyłkowym kameleonem Indigo.


Cenowo wychodzą teoretycznie drożej niż większość popularnych lakierów hybrydowych (kosztują około 80zł), ale warto wziąć pod uwagę, że buteleczki są właściwie dwa razy większe - 13ml. Cuccio znajdziecie na www.cuccio.pl. Moim zdaniem zdały test pomyślnie ;). Ciekawa jestem czy miałyście z nimi styczność?

wtorek, 6 czerwca 2017

SHINYBOX Pretty. Happy. You.

Dziś o majowym ShinyBoxie przygotowanym już z myślą o letniej pielęgnacji :). Pojawiło się w nim sporo produktów pełnowymiarowych, co zresztą mnie nie zaskoczyło, bo Shiny bardzo często umieszcza w pudełkach większość pełnych produktów, a mniej miniatur, co jest oczywiście fajne i bardziej opłacalne. Zerknijmy więc do środka!


BIELENDA Punktowy korektor #InstaPerfect | W boxie pojawił się jeden z pięciu możliwych produktów Bielendy z serii Insta Perfect, u mnie to akurat punktowy korektor. Może spróbuję, ale nie jest to specjalnie trafiony kosmetyk, bo używam jedynie korektorów pod oczy. Lubię Bielendę, ale wolałabym coś z innej serii, bo ta jest typowo dla nastolatków.

CREIGHTONS Szampon Argan Smooth | Ciekawym kosmetykiem jest szampon Creightons. Marka to dla mnie totalna nowość, więc na pewno sprawdzę ten szampon. W składzie znajdziemy olej arganowy i proteiny jedwabiu.

SYNCHROLINE Zestaw pielęgnacyjny | Fajnym dodatkiem jest zestaw saszetek z kremami od Synchroline. Jednym z nim jest Perky Pearl - rozświetlający krem, który miałam kiedyś w formie miniatury i bardzo się z nim polubiłam.

FA Roll On Soft & Control | Nowość czyli antyperspirant od Fa - Soft & Control. Choć mam w tej kategorii swoich ulubieńców (Lady Speed Stick) to na pewno go sprawdzę, bo może znajdę coś lepszego.

FARMONA Herbal Care Maseczka | Od Farmony jedna z czterech maseczek. U mnie to wersja z olejkiem arganowym.

NAOBAY Krem do twarzy | Jako najdroższy w pudełku krem od Naobay w wersji pełnowymiarowej (cena kremu to 210zł). Zdecydowanie podwyższa wartość całego pudełka. Z Naobay miałam peeling i nie sprawdził się, ale ciekawe jak zachowa się krem.


Przyznam szczerze, że tym razem Shiny mnie nie porwało, choć zawartość też nie jest zła. Bywały fajniejsze edycje, ta jest w porządku, ale bez większego szału. Zdecydowanie brakuje mi tu jakiejś "kropki nad i", może czegoś z kolorówki, albo fajnego, ładnie pachnącego peelingu czy masła :). Za to bardzo jestem ciekawa kolejnej, jubileuszowej edycji! Czuję, że może być warta uwagi :). Shinyboxa zamówicie zawsze na shinybox.pl.


piątek, 2 czerwca 2017

JEDNOROŻCOWY MAKIJAŻ z Makeup Revolution 🦄

Hej! Dzisiejszy makijaż z przymrużeniem oka ;). Padło na połączenie gwiazdkowego brokatu, pastelowych cieni, ust ombre i zakręconego eyelinera. Jednorożcowy mix!



Do makijażu oczu używałam dwóch paletek Makeup Revolution - Iconic Pro 2 i Sugar & Spice. Granatową kreskę zrobiłam żelowym eyelinerem Golden Rose, a żółty liner to Vivid Halo z serii Vivid Bright od Nyx. Na ustach dwie pomadki MUR z matowej linii Retro Luxe (tutaj odcień Grandee i Magnificent).


wtorek, 30 maja 2017

DOBRE I NATURALNE #1 | MŁODY JĘCZMIEŃ, MYDŁO DZIEGCIOWE, ALOES

W dzisiejszym wpisie kilka fajnych, sprawdzonych produktów z kategorii bardziej naturalnej pielęgnacji. Kosmetyki bazujące na roślinnych masłach, ekstraktach i olejach zrobiły się teraz tak popularne, że pewnie już każdy miał z nimi styczność. Mam wrażenie, że teraz każda, nawet najmniej ekologiczna marka, reklamuje się zawartością drogocennych olejków czy choćby masła shea ;). Nie zawsze jednak naturalny skład oznacza strzał w dziesiątkę... dziś jednak te dobre trafy!


AVETPHARMA MŁODY JĘCZMIEŃ Forte Slim | Na początek coś do stosowania od wewnątrz - młody jęczmień. W ostatnim czasie to właśnie on był moim dodatkiem do koktajli. Przerobiłam już pokrzywę, wypróbowałam miks sproszkowanej natki pietruszki i jarmużu, teraz przyszła kolej na zachwalany jęczmień. Testowałam ten z marki Avetpharma - do wyboru są dwie opcje, w saszetkach do rozpuszczania i w postaci tabletek. Saszetki będą świetne dla osób, które lubią smoothisy, a tabletki dla leniwych ;). Wersja w saszetkach smakowała mi z gęstym jogurtem, a już z sokiem czy maślanką/kefirem trochę gorzej. Jeśli jesteście przyzwyczajone do tych wszystkich popularnych warzywnych proszkowych miksów to smak raczej nie będzie stanowił dla Was problemu, ale ostrzegam że jest specyficzny (jeśli się go obawiacie to lepiej wybrać tabletki). Młody jęczmień jest silnie antyoksydacyjny, pozytywnie wpływa na uklad immunologiczny no i oczywiście zawiera całe mnóstwo witamin (C, E, K, beta-karoten, kwas foliowy, magnes, potas, żelazo), także na pewno warto mu się przyjrzeć.

Suplement oprócz ekstraktu z młodego jęczmienia zawiera dodatkowo ekstrakt z owoców gorzkiej pomarańczy, biotynę i chrom - kompozycja tych składników ma przede wszystkim ułatwiać odchudzanie, ale przyznam szczerze, że brałam go ze względu na zdrowotne właściwości jęczmienia i biotyny, która jest dobra na włosy. Co prawda chciałabym zrzucić parę kilo, ale podczas młodojęczmieniowej kuracji nie pilnowałam wcale diety, więc nie oceniam preparatu pod tym kątem ;). Za to włosy nadal nie wypadają! Jest też nowe pokolenie baby hair co mnie ogromnie cieszy. Jeśli przyjmujecie preparaty z chromem to uważajcie na inne leki, szczególnie żeby nie brać ich jednocześnie.


MYDŁO DZIEGCIOWE | Po Aleppo i czarnym mydle afrykańskim przyszła pora wypróbować mydło dziegciowe. Takie mydło zawiera naturalny brzozowy dziegieć, który potrafi leczyć przeróżne choroby skóry, więc dobrze sprawdza się np. przy skórze trądzikowej, przetłuszczającej się czy alergicznej. Jeśli macie problemy z trądzikiem to na pewno warto to mydło wypróbować na własnej skórze. Ja na chwilę obecną mam nawet niezłą cerę, więc mydło dziegciowe stosuję od czasu do czasu i jestem z niego zadowolona, bo bardzo porządnie oczyszcza skórę. Na dłuższą metę trochę mnie wysusza (dudu osun było bardziej natłuszczające), więc stosuję na zmianę z innym "myjadłem". Wadą mydełka jest zapach - dziegieć to intensywny śmierdziel, ale po dłuższym czasie nawet jakoś się przyzwyczaiłam do tego "aromatu".

SAVON NOIR | Uwielbiam czarne mydło savon-noir, w formie pasty, na bazie oliwek. Wygląda może trochę dziwne, ale jeśli jeszcze nie próbowałyście to gorąco polecam! U mnie już od lat zawsze ma swoje miejsce w łazience. Działa trochę jak peeling enzymatyczny, mocno oczyszcza skórę (po umyciu aż skrzypi!). Tym razem kupiłam mydło marki BioArgania i jest równie dobre jak z Organique czy Nacomi.

OLEJEK Z DRZEWA HERBACIANEGO | Ten olejek zawsze mam gdzieś pod ręką. Jest to silnie antybakteryjny olejek eteryczny, można go oczywiście mieszać z olejami bazowymi. Warto go mieć w zanadrzu jeśli macie problem np. z niedoskonałościami na skórze. Zapach jest bardzo intensywny, ale tutaj też można się przyzwyczaić.


L'ORIENT Eye Contour Cream | Od jakiegoś czasu używam kremu pod oczy L'Orient, o długim ale pełnym roślinnych ekstraktów składzie. Nie jestem bardzo wymagająca w kategorii kremów pod oczy, ale niestety ostatnio wiele z nich podrażniało mi skórę, powodowało reakcję alergiczną, czasem wysypkę, łzawienie oczu. Po tych wszystkich problemach trochę bałam się nowego kremu, ale ten okazał się super łagodny, a przy tym porządnie nawilżający, więc zyskał miano nowego ulubieńca. Nadaje się też pod makijaż!

ZIAJA LANO-MAŚĆ | Idealny balsam na przesuszone usta to polecana przez Red Lipstick Monster - Lano Maść, która na dobrą sprawę jest po prostu czystą lanoliną. Poleciła mi ją także znajoma, która ma problem z wiecznie suchymi ustami. Dopiero po tej maści zaczęła zauważać efekty, a stosując zwykłe pomadki ochronne nie widziała zbytnio różnicy. U mnie sprawdzają się też lekko nawilżające formuły, ale lano-maść musiałam sprawdzić. Jest bardzo gęsta, mocno nawilża i natłuszcza. Idealna do używania na noc. Myślę, że jeśli macie spore problemy z suchymi ustami to jest to akurat ten balsam, który warto sprawdzić, bo nie przypomina innych balsamów i pomadek.

MIZON ALOE90 | Na koniec dobry, sprawdzony żel aloesowy o mnóstwie zastosowań. Aktualnie używam Mizon, ale lubiłam także Gorvitę, z Holiki też jest fajny. Żelu używam na różne sposoby, ale najczęściej na całą twarz, pod krem lub serum. Mieszam go z olejkami, nakładam na włosy, stosuję na podrażnienia. Dobrze sobie radzi z zaczerwienioną skórą po regulacji brwi. Myślę, że to super popularny produkt, ale jeśli jest ktoś kto nie miał z aloesem do czynienia to bardzo polecam :).



niedziela, 28 maja 2017

beGLOSSY Sekret Piękna | maj 2017

Już jest nowa majowa, wiosenna edycja beGlossy - Sekret Piękna. Do pudełka trafiło aż pięć produktów pełnowymiarowych, co uważam za niezły wynik! Jeśli jesteście ciekawe co tym razem beGlossy ukryło w swoim boxie to zapraszam dalej, dajcie też znać czy skusiłyście się w tym miesiącu na pudełko :).


Zajrzyjmy zatem do środka! Czuje się, że zestaw został skomponowany z myślą o wiosennej pielęgnacji (jest coś o kwiatowym zapachu, coś z myślą o stopach, dominują lekkie formuły). Szkoda, że nie pojawiło się tym razem nic z kolorówki.

ORGANIQUE Krem do ciała | Perełką w tym pudełku jest pełnowymiarowy krem do ciała Organique z linii Sea Essence. Jestem fanką marki dlatego zawsze cieszą mnie ich produkty w boxach, a już szczególnie kiedy są pełnowymiarowe. W innym wariancie pudełka mógł trafić się peeling zamiast kremu, z tej samej serii.

NIVEA Jedwabisty mus do mycia ciała | Drugim pełnowymiarowym kosmetykiem jest ciekawy produkt Nivea - mus myjący. Ma formę lekkiej pianki i fajnie pachnie (rabarbar + malina). Nie jestem zbytnio wymagająca jak chodzi o produkty pod prysznic, nie mam problematycznej skóry, więc zwracam uwagę głównie na zapach i formułę. Pianka to coś nowego, nie tak oklepanego jak kolejny żel. Już wypróbowana!

VIANEK Peeling do twarzy | Normalizujący peeling to kolejny kosmetyk z oferty Vianek jaki mamy okazję wypróbować. Zawsze jestem na tak dla peelingów, zarówno tych do ciała jak i do twarzy, bo po prostu bardzo je lubię. Jest to produkt pełnowymiarowy.

SHEFOOT Dezodorant odświeżający do stóp | Trafionym kosmetykiem na "sezon sandałowy" jest z pewnością dezodorant do stóp od SheFoot. Tym razem bardziej praktycznie, ale myślę że to dość dobry traf. Zamiast dezodorantu można było trafić np. na kurację wzmacniającą tej samej marki.

URIAGE Żel do mycia twarzy i ciała | W Glossy lubią pojawiać się miniatury od Uriage i tak też było tym razem. W Sekrecie Piękna znalazł się mini żel tej marki.

EXCLUSIVE COSMETICS | Jako ostatnia - maska hialuronowa w płachcie. Teraz takie maski zrobiły się strasznie popularne, więc będzie okazja spróbować jeśli ktoś jeszcze nie miał okazji. Ja z kolei nie jestem jakąś wielką fanką takich masek, wolę glinki albo algi, ale przyjemnie się je stosuje, więc i tę na pewno sprawdzę.



Pudełko całkiem fajne - sporo pełnowymiarowych kosmetyków, a wśród nich fajne marki jak Organique czy Vianek. Pianka myjąca od Nivea interesująca, maska to zawsze miły dodatek. Jestem na tak, choć do pełni szczęścia zabrakło mi kolorówki ;). Co sądzicie?

Pudełko zamówicie na https://www.beglossy.pl/.




czwartek, 25 maja 2017

NOWOŚCI: Maybelline, MAC, Oriflame, Revlon, Farmona, Lirene

Hej! Nie pamiętam kiedy ostatni raz pokazywałam Wam nowości (chyba to było jeszcze w marcu), dlatego dziś sporo zdobyczy z ostatnich miesięcy :). Niektóre to jeszcze łupy z wielkich promocji w Rossmannie! Przybyło mi też kilka nowych zapachów i trochę nowości do ust, a jak wiecie od pomadek jestem po prostu uzależniona ;).


Zakupy katalogowe - Oriflame i Avon. Dawniej nie przepadałam za katalogowymi markami, ale w ciągu ostatniego roku przekonałam się, że obydwie marki albo podniosły poprzeczkę w kwestii jakości produktów, albo ja miałam o nich trochę błędne przekonanie. Oriflame zaskakuje mnie wciąż fajną pielęgnacją, a jeśli chodzi o Avon to stałam się fanką ich pomadek.

Tym razem z Oriflame skusiło mnie mydełko-gwiazdka Shiny Star (urocze i na dodatek z brokatem) o świeżym zapachu, tusz do rzęs Very Me Extenda w kolorze trawiastej zieleni, a także słodkie perfumy Love Potion Secrets. Nie są aż tak fajne jak mogłyby na to wskazywać nuty zapachowe (biała truskawka, biała czekolada, białe kwiaty), ale generalnie są fajne, przyjemne na co dzień.

Z Avonu wzięłam na próbę pomadkę z serii Extra Lasting w kolorze Nude Blush. Przyznam, że takiego koloru jeszcze nie miałam. To taki połyskujący, lekko perłowy nudziak, który fajnie wygląda do ciepłych, brązowych makijaży.


Nowości do ust do mix różnych marek. Na promo w Rossmannie kupiłam słynną matową pomadkę w płynie K Lips od Lovely, co do której mam w miarę pozytywne odczucia, ale jednak wolę maty od Golden Rose (które są w podobnej cenie). Na próbę poszła też pomadka Extra Lasting, która kosztowała dosłownie grosze i wiele osób bardzo ją poleca, ale to nie to... zbyt sucha i wyczuwalna na ustach. Bardzo lubię pomadki Moisture & Renew z Rimmela, dlatego skusiła mnie nowość w obrębie tej linii - Sheer & Shine. Z tej pomadki jestem zadowolona, to rodzaj transparentnego, dziewczęcego różu, którego zawsze poszukuję, a nie łatwo taki odcień dorwać (to kolor Glow-rious Pink 200). Przy okazji obniżek przypałętał się także tropikalny Carmex <3. Jako ostatnie, a pierwsze od prawej, nowe pomadki w ofercie Revlon: Ultra HD Gel Lipcolor. Bardzo fajne, komfortowe w noszeniu i trwałe jak na taką formułę. Fiolet jest cudowny!


Reszta z promocyjnych zakupów to biały eyeliner Lovely (średniaczek), brązer-czekoladka także z Lovely, w odcieniu Milky Chocolate (fajny) oraz płynny rozświetlacz Maybelline Master Strobing Liquid. Z tym ostatnim bardzo się polubiłam, daje piękny efekt tafli. Mam jaśniejszy odcień o ładnym, raczej chłodnym tonie. Udało mi się też wreszcie dorwać pigment MAC w odcieniu Rose, w wersji mini, na którego polowałam już od dawna.


Ponadto masa sztucznych rzęs do eksperymentowania (na zdjęciu tylko kilka ;)), troszkę nowości z Aliexpress i Born Pretty Store - głównie dodatki do paznokci, które pokażę Wam przy innej okazji.


Jak co miesiąc cudowne nowości od Makeup Revolution (tych najświeższych nie zdążyłam obfocić, ale będą wkrótce!). Na zdjęciu kilka wybranych: trio Iconic Blush Bronze & Brighten Flush, wiosenne kolory matów i lakierów do ust z linii Salvation, a także fajne gąbeczki jajeczka (super jest zarówno to duże jak i te mini do korektora) i Pro Makeup Eraser Towel - zdecydowanie milsza alternatywa dla rękawiczki Glov.


Trzy zapachy od Yves Rocher, które kusiły mnie od dawna, ale ja jak zawsze czekałam na jakąś dobrą promocję i w ten sposób kupiłam je w naprawdę okazyjnej cenie. Pierwszy zapach to Neroli, który dołączył do moich ulubionych Rose Oud, Jasmin i Vanille Noir. Neroli to zapach chłodny, nieco gorzki, ale świetny na wiosnę, zwłaszcza jeśli ktoś nie lubi typowych świeżaków albo słodkich nut. Nie jest tak intensywny jak pozostałe zapachy z tej serii. Z linii kwiatowej Un Matin Au Jardin - Lilas Mauve czyli bez. Miałam kiedyś tę wodę i zużyłam do dna, teraz skusiłam się na nią ponownie, jest super :). Ostatni zapach kupiłam w ciemno co raczej mi się nie zdarza, ale uwielbiam zapachy Yves Rocher, więc zaryzykowałam. Monoi de Tahiti to taki wakacyjny zapach, słodki, od razu kojarzy się z wakacjami! Zdecydowanie było warto zaryzykować.


Na koniec jeszcze co nieco z pielęgnacji. Spontaniczny zakup smarowidła do ciała z Organic Shop nie był chyba najlepszy. Jestem wielką fanką wanilii, dlatego wersja Vanilla&Orchid zwróciła moją uwagę. Balsam jest jednak zupełnie średni, a zapach lekki i w sumie równie przeciętny. Myslałam, że te balsamy są lepsze, raczej się na nie już nie zdecyduję (za to może wypróbuję peeling).

Drugi produkt to już zdecydowany ulubieniec - enzymatyczny peeling do skóry głowy Bionigree. Nie sądziłam, że używanie peelingu na skalp może być tak nieproblemowe (dotąd używałam tylko mechanicznych). Na pewno napiszę o nim jeszcze coś więcej!


Metaliczna maska z Bielendy Blue Detox może i fajnie wygląda, ale mało co robi. Masło brązujące Golden Oils tej samej marki kupione z polecenia, ale jeszcze nie wypróbowane, czeka na lepszą pogodę ;). Na targach eko kupiłam Naturalne Mydło Wiedeńskie w wersji Orchidea Ylang - jak ono świetnie pachnie! Masełko do ust z Isany, również z rossmannowych promocji kupione z grosze, ale jestem z niego zadowolona. Używam na noc, ładnie nawilża i ma fajny karmelowy zapach.


Farmona to jedna z moich ulubionych marek w kategorii pielęgnacji ciała. Olejek do kąpieli Buriti czeka na wypróbowanie, a lawendowe masło to mój ostatni ulubieniec. Określiłabym ten zapach jako kadzidlana lawenda, cudowny! Samo masło jest gęste jak lubię i mocno nawilżające. Ostatnio używam go non stop ;).

Z Lirene zaczęłam używać lekkiego serum Vitamin Energy C+D, które zrobiło na mnie dobre pierwsze wrażenie. Szybko się wchłania i czasami nie mam już potrzeby nakładania dodatkowo kremu, także jak najbardziej na plus. Obok próbka żelu aloesowego Holika Holika, również na plus!


Uff to by było na tyle. Dajcie znać czy znacie coś z tych nowości i czy któreś kosmetyki szczególnie Was zainteresowały :).